Firmy zwalniają. Może być najgorzej od czterech lat

8 grudnia 2010 Brak komentarzy

Co roku w listopadzie pojawia się fala nowych osób bez pracy. Tym razem może być rekordowa – rząd chce obciąć wsparcie dla bezrobotnych o ponad połowę. Na program stażowy i pomoc dla zakładających firmy będzie o ponad dwa miliardy złotych mniej, niż w tym roku.

Według najnowszych szacunków Ministerstwa Pracy, na koniec listopada pracy nie miało 1,86 miliona Polaków. Stopa bezrobocia sięgnęła więc 11,8 procent i jest najwyższa od maja. Jesteśmy na początku corocznej fali wzrostowej, jeśli chodzi o bezrobocie. Na przykładzie dwóch poprzednich lat widać, że liczba petentów urzędów pracy przestaje rosnąć dopiero wiosną.

źródło: Główny Urząd Statystyczny, Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej listopad 2010 - projekcja MPiPS

Tym razem jednak bardzo prawdopodobne jest, że liczba osób bez pracy skokowo wzrośnie, a zimowa górka utrzyma się dłużej. Wszystko za sprawą radykalnych oszczędności, jakie w przyszłorocznych planach wydatków na aktywizację osób bezrobotnych poczyniło Ministerstwo Pracy.

Zgodnie z zapisanymi w projekcie przyszłorocznego budżetu planu finansowego Funduszu Pracy, z którego pochodzą pieniądze na wsparcie dla poszukujących pracy, pieniędzy będzie od stycznia dwuipółkrotnie mniej niż w tym roku.

Mniej pieniędzy dla przedsiębiorczych i na staże

Na aktywne formy przeciwdziałania bezrobociu resort pracy będzie miał 3,2 miliarda złotych. W tym roku było to ponad 7 miliardów złotych. Nominalnie największe cięcia dotyczą programów stażowych i wsparcia dla tych osób, które chcą założyć własne firmy. W każdym z tych przypadków cięcia przekraczają miliard złotych.

źródło: projekt ustawy budżetowej na 2011 rok

- Doraźne interesy budżetowe sprawiają, że nie patrzy się na problemy rynku pracy w perspektywie długookresowej. Nikt nie zastanawia się, jakie straty przyniosą takie krótkotrwałe oszczędności - przestrzega Magdalena Janczewska z za zrzeszającej pracodawców organizacji Pracodawcy RP.

- Przecież praca każdej osoby to są również oszczędności dla budżetu, który nie jest obciążony wypłatą zasiłków albo zapomóg z pomocy społecznej. Co więcej, każda pracująca osoba płaci podatki i ma odprowadzane składki zdrowotne, które za bezrobotnych płaci państwo – podkreśla Janczewska.

Tylko w ciągu dziesięciu miesięcy tego roku – jak wynika z danych publikowanych przez Publiczne Służby Zatrudnienia – z różnych form aktywizacji i wsparcia skorzystało przeszło 850 tysięcy Polaków. Dla porównania, przez cały ubiegły rok w rejestrach urzędów pracy w całej Polsce zostało zapisanych ponad 3 miliony osób.

Największą grupę – przeszło jedną trzecią wszystkich zainteresowanych – stanowili stażyści, którym urzędy pracy finansują wynagrodzenia w firmach, w których zdobywają niezbędną na rynku pracy praktykę. A to właśnie ich najbardziej dotkną oszczędności. W przyszłym roku na program stażowy resort pracy na niewiele ponad 15 procent tego, czym dysponował w roku 2010.

Osoby korzystające z form aktywizacji bezrobotnych w 2010 roku
prace interwencyjne

38 796

roboty publiczne

69 749

podjęcie działalności gospodarczej

59 171

praca w ramach refundacji kosztów zatrudnienia bezrobotnego

42 628

szkolenia

157 627

staże

278 130

źródło: Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, dane do końca października

- Obcięcie pieniędzy na aktywizację zawodową bezrobotnych najbardziej może uderzyć w młodych ludzi, którzy dopiero zaczynają pracę. Jeśli do tej pory firmy przyjmowały na staże młode osoby z niewielkim, albo zupełnie bez doświadczenia zawodowego, to bez refundacji z urzędów pracy zrezygnują z takich pracowników - przewiduje Jakub Szczepankowski, ekspert portalu rekrutacyjnego iBroker.pl. – Skoro będą potrzebowały rąk do pracy, możliwe, że zainwestują w tworzenie etatów, które dadzą bardziej doświadczonym osobom – przewiduje.

Czarny scenariusz dla rynku pracy

Bardzo negatywnie politykę dotycząca Funduszu Pracy i cięć ocenia Wiesława Taranowska, wiceprzewodnicząca OPZZ: - To karygodne, że rząd sięga po solidarnościową składkę pracodawców, po to żeby robić z niej doraźnie rezerwy. Przecież w okresie jesienno-zimowym zazwyczaj bezrobocie wzrasta – przypomina. – Jeśli fundusze dla firm, zatrudniających osoby bez pracy będą ograniczane, to liczba bezrobotnych będzie jeszcze większa – podkreśla.

Jeśli sprawdzi się czarny scenariusz, w przyszłym roku polski rynek pracy może wrócić do punktu, w jakim znalazł się w latach 2006-2007, a jednocyfrowy wskaźnik bezrobocia, jaki pamiętamy jeszcze sprzed dwóch lat, a który rząd zakładał w założeniach budżetowych na przyszły rok, pozostanie papierowym zapisem.

źródło: Główny Urząd Statystyczny, Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej 2010 - listopadowa projekcja MPiPS

- Nawet jeśli wykorzystanie pieniędzy na szkolenia nie jest obecnie zbyt efektywne, bo urzędy pracy przysłowiowo szkolą stoczniowców na psich fryzjerów, to sposobem na rozwiązanie tego problemu nie jest zabieranie pieniędzy - podkreśla Magdalena Janczewska.

Jej zdaniem trzeba lepiej zorganizować i zaprogramować działania urzędów pracy: - Niestety na razie obserwowaniem regionalnych rynków pracy zajmujemy się my, a państwo nie próbuje prognozować, jakie zawody będą potrzebne na danym lokalnym rynku pracy za kilka lat.

Co ósma firma zapowiada zwolnienia. Ale jest nadzieja

Obawy związkowców i organizacji zrzeszających przedsiębiorców tonują nieco najnowsze badania firmy rekrutacyjnej Manpower.

Wynika z nich co prawda, że w pierwszym kwartale przyszłego roku redukcje etatów planuje co ósma spośród 750 badanych firm, ale nadzieją napawa fakt, że 17 procent deklaruje zwiększenie całkowitego zatrudnienia. Według Manpower najwięcej etatów tworzonych będzie w instytucjach sektora publicznego.

Na więcej pracy liczyć będą mogli – jeśli wierzyć deklaracjom – mieszkańcy Łódzkiego i Mazowsza. Nieco mniej firm chętnych do powiększenia kadr jest w Wielkopolsce, Zachodniopomorskiem i Lubuskiem. Nieznaczny optymizm panuje też wśród firm w Małopolsce i na Śląsku. Dla północy Polski perspektywy są jednak ponure. Firmy z województw kujawsko-pomorskiego, pomorskiego i warmińsko-mazurskiego – deklarują, że tutaj dominować będą zwolnienia.

Autor: Bartosz Wawryszuk, Bartłomiej Dwornik

Najlepiej płatne kobiece zawody

29 października 2010 Brak komentarzy

Położne, pielęgniarki i przedszkolanki – to najlepiej płatne, typowo kobiece zawody w Polsce. Ale zarobki tych pań na tle najlepiej zarabiających kobiet w ogóle, wyglądają marnie.

Według danych GUS trzy najbardziej sfeminizowane w Polsce zawody to: położne, pracownicy domowej opieki osobistej oraz dietetycy i żywieniowcy.

Najbardziej sfeminizowane zawody:

  • Położne
  • Pracownicy domowej opieki osobistej
  • Dietetycy i żywieniowcy
  • Nauczyciele przedszkoli
  • Pielęgniarki
  • Technicy analityki medycznej
  • Sekretarki
  • Opiekunki dziecięce
  • Szwaczki, hafciarki i pokrewni
  • Technicy farmaceutyczni

Źródło: Struktura wynagrodzeń według zawodów, raport GUS opublikowany w listopadzie 2009 r

Udział pań zatrudnionych w tych grupach zawodów wynosi od 94,9 proc. do 99,8 proc.

Według raportu GUS najwięcej spośród wymienionych grup zarabiają położne – średnio ponad 2900 zł brutto. Kolejne w klasyfikacji pielęgniarki niewiele mniej – 2897 zł brutto, a zamykające pierwszą trójkę nauczycielki przedszkolne – 2853 zł brutto.

Najgorzej opłacanym zawodem w pierwszej dziesiątce profesji sfeminizowanych są szwaczki i hafciarki – ze średnią pensją ponad 1500 zł brutto.

Grupa zawodowa Przeciętne wynagrodzenie brutto

Położne

2908,32
Pielęgniarki 2897,74
Nauczyciele przedszkoli 2853,70
Sekretarki 2704,61
Technicy analityki medycznej 2600,03
Technicy farmaceutyczni 2457,56
Dietetycy i żywieniowcy 2359,32
Opiekunki dziecięce 1815,17
Pracownicy domowej opieki osobistej 1734,16
Szwaczki, hafciarki i pokrewni 1556,31

Źródło: dane GUS

Paniom zdarza się też oczywiście zarabiać znakomicie, ale w zawodach w których równouprawnienie płciowe jest wyraźniejsze.

Pierwsza dziesiątka wśród wszystkich zawodów zawodów, w których kobiety zarabiają najlepiej, w większości związana jest z różnymi stanowiskami kierowniczymi. GUS podaje, że wśród wszystkich kobiet najwięcej zarabiają panie menedżer, z przeciętnym wynagrodzeniem miesięcznym wysokości ponad 11 tys. zł. brutto. Drugie w zestawieniu są kierujące działami badawczo-rozwojowymi, a trzecie – sędziny, które miesięcznie zarabiają średnio ponad 7900 zł brutto.

Grupa zawodowa Przeciętne wynagrodzenie brutto
Menedżerowie 11097,11
Kierownicy działów badawczo-rozwojowych 8269,43
Sędziowie 7909,30
Dyrektorzy generalni,wykonawczy i prezesi 7723,63
Kierownicy działów informatyki 7234,48
Zastępcy dyrektorów generalnych i prezesów 7034,83
Adwokaci, radcy prawni i prokuratorzy 6395,59
Kierownicy działów reklamy, promocji i pokrewnych 6261,66
Kierownicy małych przedsiębiorstw 6227,56
Kierownicy działów finansowych i administracyjnych 6060,91

Źródło: dane GUS

Są i przypadki, w których kobiety zarabiają więcej niż mężczyźni. Z Raportu Płacowego firmy Advisory Group TEST Human Resources wynika jednak, że są to wyjątki. Spośród przebadanych przez TEST Human Resources zawodów, tylko inżynierowie sprzedaży oraz przedstawicielki handlowe mogą liczyć na pensje wyższe od mężczyzn na tych stanowiskach. Zarobki niezależne są od płci w przypadku samodzielnych księgowych. Z reguły jednak panie na tych samych stanowiskach zarabiają mniej, a rekordowa różnica, to pensja niższa nawet o 3 tys. zł.

Zjawisko płacowej dyskryminacji potwierdza też GUS. Z Raportu Struktura wynagrodzeń wg zawodów w październiku 2008 wynika, że mężczyźni osiągnęli przeciętne wynagrodzenie o nieco ponad jedną dziesiątą (10,1%) wyższe od ówczesnego średniego w skali kraju. Czyli miesięcznie zarabiali o 325,17 zł więcej. Tymczasem wynagrodzenie kobiet było niższe o ponad jedną dziesiątą (10,5%), czyli o 339,19 zł. Oznacza to, że przeciętne wynagrodzenie mężczyzn było o prawie jedną czwartą (23,0%, czyli 664,36 zł) wyższe od przeciętnego wynagrodzenia kobiet.

Jak łatwo się domyślić, kobieta także za godzinę pracy otrzymuje mniej pieniędzy niż mężczyzna. Przeciętne godzinowe wynagrodzenie ogółem brutto w październiku 2008 r. wyniosło 18,11 zł. Mężczyźni zarabiali jednak o ponad 6 procent więcej od średniego wyniku w gospodarce narodowej (czyli o 1,24 zł). Natomiast kobiety mniej o 7,6% czyli co godzinę do ich portfela wpadało o 1,37 zł mniej niż wskazywałaby średnia krajowa.

Autor: Emilia Iwanicka

EmployPolska.pl w sieci Multiposting

8 października 2010 Brak komentarzy

Mamy już 21 serwisów :) w sieci Multiposting.
Najnowszym z nich jest EmployPolska.pl.

Serwis EmployPolska.pl skierowany jest do kadry menedżerskiej i specjalistycznej i posiada strukturę budowy oraz użyteczności ściśle podporządkowaną kluczowym obszarom i pionom zatrudnienia istniejącym w ramach każdej organizacji. Przejrzystość oraz intuicyjna funkcjonalność umożliwia szybkie i trafne odszukiwanie właściwych ogłoszeń, artykułów i poradników z konkretnego obszaru pracy.

iBroker.pl, jak przystało pierwszemu w Polsce :) internetowemu narzędziu pozwalającemu publikować oferty pracy na wielu portalach rekrutacyjnych z  jednego miejsca, jako pierwszy udostępnia swoim Klientom możliwość darmowej publikacji ogłoszeń rekrutacyjnych na EmployPolska.pl.

Zapraszamy do testowania serwisu i dzielenia się Państwa spostrzeżeniami dotyczącymi jego funkcjonalności i skuteczności.

Headhunting, czyli jak dać się złapać łowcy głów

6 października 2010 Brak komentarzy

Net Head Hunter Na pewnym etapie rozwoju kariery, to nie ty szukasz pracy, tylko pracodawca szuka ciebie. Dowiedz się, jak działają headhunterzy, gdzie szukają kandydatów i jak prowadzą rozmowy, by zwiększyć swoje szansę na „propozycję nie do odrzucenia”.

Telefon od headhuntera znaczy jedno: mam wartość na rynku pracy. Już to można traktować za zawodowy sukces. Jak to zrobić, by i do nas taki telefon zadzwonił?

Headhunterzy działają szczególnie aktywnie w branżach wymagających dużej specjalizacji, wiedzy i doświadczenia, czyli tam, gdzie dobrych pracowników jest niewielu. Tak jest w handlu, finansach, prawie, marketingu, reklamie i public relations, a także w branżach inżynieryjnych.

- Dobrzy specjaliści charakteryzują się tym, że jest ich niewielu – mówi Monika Cichocka, która przez trzy lata zajmowała się headhuntingiem. – Takich osób nie szuka się czekając na to aż prześlą CV, tylko dociera się do nich bezpośrednio. W procesie rekrutacji chodzi o to, by wyłowić najlepszych, a nie jest powiedziane, że oni akurat teraz są aktywni na rynku i szukają pracy – mówi.

Szczególną kategorią osób, na którą polują headhunterzy, są menedżerowie.

- Kiedy szukamy finansisty, specjalisty od marketingu to wiadomo, że szukamy go pośród specjalistów z tej samej dziedziny. Ale pojęcie kompetencji menedżerskiej jest bardzo szerokie – są to umiejętności przywódcze, organizacyjne. Często szuka się więc ludzi uniwersalnych, którzy mają wyniki, są skuteczni – mówi Kazimierz Sedlak, dyrektor i założyciel firmy rekrutacyjnej Sedlak&Sedlak.

Jak poluje headhunter?

Zanim łowca talentów przystąpi do działania, musi bardzo precyzyjnie ustalić jaką igłę i w którym stogu siana ma znaleźć. Zleceniodawcy formułują nieraz dziesiątki kryteriów, które przyszły specjalista, dyrektor, prezes ma spełniać.

- W pierwszej kolejności robię target listę, czyli listę firm o podobnej specyfice, co zleceniodawca. Tam wyszukuję osoby na podobnych stanowiskach. Jak już wytypuję kilku kandydatów, kontaktuję się z nimi – mówi Cichocka.

Kontakt bywa utrudniony, bo firmy bronią się przed podkradaniem im pracowników. Headhunterzy muszą stosować niemal detektywistyczne metody, by znaleźć numer telefonu do interesującej ich osoby.

- Często osoby w sekretariatach są odpowiednio przeszkolone, by odsiewać telefony od headhunterów – mówi Cichocka. – Pozostają książki telefoniczne, dzwonienie po potencjalnych partnerach biznesowych, przeszłych pracodawcach. Każdy radzi sobie na swój sposób – mówi headhunterka.

Ale nie zawsze potencjalnych kandydatów na stanowisko szuka się u konkurencji. Headhunterzy mają swoje bazy danych oraz osobiste kontakty w środowisku biznesowym.

- Codziennie dziesiątki researcherów śledzą doniesienia z prasy branżowej, która informuje o ruchach w branży – kto gdzie się przeniósł, kto zrezygnował z dotychczasowej współpracy. Potężnym narzędziem jest Internet – mówi Marta Czopek, z firmy doradczej Carpenter Consulting.

Jak znaleźć się na celowniku headhuntera?

Najważniejsze to być widocznym i aktywnym.

- Warto udzielać się na portalach społecznościowych, takich jak Linkedin, Profeo, GoldenLine, nastawionych na rozwój kariery, na branżowych forach internetowych, brać udział w konferencjach, targach, chodzić na imprezy branżowe – radzi Marta Czopek.

Można także wziąć sprawy w swoje ręce i promować swoją osobę, poprzez nawiązanie bezpośredniej współpracy z którąś z agencji rekrutacyjnych. Ale menedżerowie na wysokich stanowiskach nie uciekają się do takich metod.

- Najważniejsze są osobiste kontakty. Im dłużej się jest w biznesie, tym ma się ich więcej. Jeśli jest się dobrze postrzeganym na rynku, znanym z profesjonalizmu i skuteczności, to wcześniej czy później te oferty się pojawią – mówi Andrzej Lis, były prezes spółki giełdowej MCI, obecnie prezes IBD Management, do którego nie raz dzwonił telefon headhuntera.

Bądź tym, którego chcą znaleźć

Rekrutacja menedżerów przebiega nieco inaczej, niż szukanie wąsko wyspecjalizowanych specjalistów. Menedżerowie to bardzo specyficzna grupa ludzi, u których szczególnie rozwinięta jest potrzeba rozwoju, sukcesu, tworzenia czegoś nowego, przekształcania rzeczywistości.

- Zadaniem człowieka, który zajmuje się rekrutacją na wysokie stanowiska, jest dotarcie do tych ludzi i zdiagnozowanie ich potrzeb. To jest wtedy rozmowa o rozwoju kariery, a nie o zmienianiu pracy – mówi Kazimierz Sedlak, który specjalizuje się w rekrutacji wysokiej klasy menedżerów.

Niejednokrotnie działalność firm rekrutacyjnych połączona jest z szerszym doradztwem biznesowym: jeśli rekrutuje się menedżera do upadającej firmy, trzeba najpierw dokonać dokładnej analizy sytuacji wewnętrznej firmy, znaleźć przyczyny problemów.

- Później trzeba znaleźć osobę, która może te problemy rozwiązać, czyli dokonać analizy rynkowej pod kątem tego, jacy ludzie zrobili kiedyś coś podobnego gdzie indziej – mówi Sedlak.

Są menedżerowie, którzy świadomie wybierają ścieżkę kariery takiego menedżera-skoczka. To oni szczególnie powinni się starać o bycie zauważanym przez headhunterów.

Niektórzy po prostu chcą być takimi menedżerami do wynajęcia – mówi Andrzej Lis. – To zależy od charakteru i od podejścia do pracy i życia – twierdzi.

Jak się nie dać headhunterowi rozłożyć na łopatki?

Rozmowa z headhunterem to nie jest zwykła rozmowa kwalifikacyjna. Headhunter dysponuje dużo szerszym wachlarzem narzędzi diagnostycznych, niż nawet dobrze doświadczony pracodawca.

- Praca headhuntera wymaga bardzo dużych umiejętności analitycznych i psychologicznych. Trzeba być świetnym obserwatorem, wyłapywać najdrobniejsze ludzkie reakcje, które dają nam wiedzę o danym człowieku – mówi Kazimierz Sedlak.

W trakcie rozmowy headhunter diagnozuje nasze cechy, typ osobowości, temperament. Prostymi zadaniami sprawdza predyspozycje, kwalifikacje. Często zaskakuje przygotowanymi materiałami i prosi o ustosunkowanie się do pewnych kwestii.

- Najgorszym błędem, jaki można popełnić w kontakcie z headhunterem, to dać się przyłapać na kłamstwie. Pamiętajmy o tym, że headhunter ma naprawdę szczegółową wiedzę na nasz temat. Próba koloryzowania i dodawania sobie może się skończyć kompromitacją – przestrzega Marta Czopek.

- Kiepsko kończą się też próby przechytrzenia headhuntera i próby wstrzelenia się z odpowiedzią w oczekiwania selekcjonera – dodaje Czopek. – Najlepiej być naturalnym.

Jak się przygotować na spotkanie z łowcą głów?

Musimy mieć umiejętność świadomej autoprezentacji, swobodnego prowadzenia merytorycznej rozmowy oraz opanowania w sytuacji bycia ocenianym.

- To są podstawowe umiejętności, które w większości przypadków ludzie na wysokich stanowiskach mają już opanowane. Jeśli jednak jesteśmy początkujący, warto się tego uczyć – są kursy, coachingi, treningi rozwoju personalnego. To jest absolutne ABC dla biznesmana – radzi Monika Cichocka.

Żeby sobie dobrze poradzić z headhunterem, trzeba też być świadomym swojej wartości na rynku – w czym jesteśmy dobrzy, gdzie mamy największe doświadczenie, czego nam brakuje, w czym się powinniśmy podciągnąć. I pamiętać, że bez nas ten świat byłby gorszy.

- Nowoczesne technologie i najlepszy sprzęt nie są w stanie zastąpić kreatywnych i zdolnych ludzi, z wizją rozwoju przedsiębiorstwa – mówi Sedlak.

Autor: Paulina Pacuła                                                                                             

Chcesz lepiej zarabiać? Musisz zmienić pracę

22 września 2010 Brak komentarzy

Cztery na pięć polskich firm o podwyżkach płac nie chce słyszeć. Przynajmniej do końca roku. A to właśnie lepsze warunki finansowe skłaniają do zmiany miejsca pracy co trzeciego, decydującego się na taki krok Polaka. W przyszłym roku – zgodnie z założeniami rządu – bezrobocie ma szybko spadać i o lepszą pracę powinno być łatwiej. Analitycy ostrzegają jednak: resort pracy może się mocno przeliczyć.

Zaledwie co szósta firma, badana przez TNS OBOP i Instytut Badawczy Randstad zadeklarowała, że w drugiej połowie 2010 roku jej pracownicy mogą liczyć na lepsze płace. Spadkowy trend utrzymuje się od jesieni ubiegłego roku. Z kolei odsetek przedsiębiorstw, które stanowczo o płaceniu więcej słyszeć nie chcą, jest najwyższy w dwuletniej historii badań planów pracodawców.

Instytut Badawczy Randstad i TNS OBOP
Instytut Badawczy Randstad i TNS OBOP

Warto wspomnieć, że od września 2009 roku, kiedy aż 23 procent badanych firm zakładało możliwość podniesienia płac, odsetek systematycznie spada. Dla osób, liczących na lepsze płace prognozy korzystne więc nie są. Można zatem spodziewać się, że jeśli pojawi się lepsza finansowo oferta od konkurencji, pracownik z niej skorzysta.

Potwierdzają to wyniki badań, przeprowadzonych przez firmę Advisory Group TEST Human Resources, która opublikowała właśnie dane na temat przepływu pracowników między firmami w ubiegłym roku. To właśnie niesatysfakcjonujące wynagrodzenie wskazywała co trzecia osoba zmieniająca miejsce pracy.

Analiza Fluktuacji 2009, Advisory Group TEST Human Resources
Analiza Fluktuacji 2009, Advisory Group TEST Human Resources

Wśród pracowników szeregowych odsetek jest jeszcze wyższy i przekracza 40 procent. Za to – przynajmniej w sferze deklaracji – pieniądze nie są aż tak ważne dla kadry kierowniczej. Co szósty menadżer i co ósmy dyrektor zmieniający pracę przyznaje się, że chodzi przede wszystkim o pieniądze. Równie często wskazują za to na brak satysfakcji z pracy i na brak możliwości rozwoju zawodowego.

Analiza Fluktuacji 2009, Advisory Group TEST Human Resources
Analiza Fluktuacji 2009, Advisory Group TEST Human Resources

- Dobre wynagrodzenie motywuje nas wciąż najbardziej. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że mogło być i tak, że pracownicy nie chcąc wprost przyznać się do złych relacji z bezpośrednim przełożonym podali inny powód swojego odejścia. Wszak nie od dziś mówi się, że przychodzi się do firmy, a odchodzi się od szefa – tłumaczy Adrian Makuc, konsultant Advisory Group TEST Human Resources.

Dla młodych pieniądze najważniejsze

Zdecydowanie łatwiej przez pryzmat kieszeni i portfela trafić do osób młodych. Prawie połowa osób będących na początku kariery zawodowej, zdecydowała się na odejście do firmy, która zaoferowała im lepsze pieniądze.

Wraz z wiekiem pracownika znaczenie tego argumentu jednak spada. Choć zapewne nie jest to tylko efekt sentymentu do miejsca pracy czy zmiany priorytetów. Równie istotne zapewne jest i to, że wraz z wiekiem trudniej o konkurencyjną ofertę pracy.

Analiza Fluktuacji 2009, Advisory Group TEST Human Resources
Analiza Fluktuacji 2009, Advisory Group TEST Human Resources

Oczywiście to, że najczęstszą przyczyną zmiany pracy jest otrzymanie lepszej finansowo oferty, nie oznacza że takich propozycji jest wiele. Katarzyna Gurszyńska z firmy Randstad przestrzega jednak przed generalizowaniem:

- Nie każdy może liczyć na lepszą ofertę pracy z konkurencyjnej firmy. Wszystko zależy od sytuacji na rynku i umiejętności pracownika. Najwięcej argumentów i atutów w ręku mają specjaliści, którzy poszukiwani są na każdym rynku, niezależnie od sytuacji - podkreśla.

Pracy będzie więcej? Rząd może się przeliczyć

W przyjętym w ubiegłym tygodniu projekcie budżetu na rok 2011 rząd założył, że w przyszłym roku bezrobocie spadnie do poziomu 9,9 procent, najniższego od czerwca 2008 roku. Analitycy rynku pracy podchodzą jednak to tego założenia bardzo ostrożnie. Dziś stopa bezrobocia sięga bowiem 11,4 procent.

- Niektóre firmy odmrażają rekrutacje planowane jeszcze przed kryzysem, inne po prostu poszerzają szeregi pracowników na skutek planowanych nowych działań i inwestycji – przyznaje Adrian Makuc. O realności rządowych prognoz nie chce jednak spekulować. - Sytuacja na rynku pracy już nie raz nas zaskoczyła tak pozytywnie, jak i negatywnie - podkreśla.

Główny Urząd Statystyczny, Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, dane za rok 2010 i 2011 - założenia
Główny Urząd Statystyczny, Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, dane za rok 2010 i 2011 – założenia

- Założenia jest realne, ale bardzo optymistyczne - komentuje dla Money.pl Maria Drozdowicz z Biura Inwestycji i Cykli Ekonomicznych BIEC, opracowującego Wskaźnik Rynku Pracy, informujący z wyprzedzeniem o zmianach w wielkości bezrobocia. - O tym, czy uda się osiągnąć założony poziom zdecyduje przede wszystkim to, czy ożywienie w Unii Europejskiej będzie równie widoczne, jak dotąd.

Zdaniem ekspertki BIEC, przyszłoroczny budżet może okazać się budżetem wysokiego ryzyka. – Została złamana zasada konserwatyzmu. Poprzednie ustawy budżetowe zakładały wskaźniki, nie tylko bezrobocia, z dużą rezerwą. Tym razem tak nie jest – tłumaczy Drozdowicz.

- Myślę, że tę prognozę powinniśmy traktować raczej symboliczne. 9,9 procent to prawie 10, które już jednak nie wygląda tak dobrze, bo nie jest wynikiem jednocyfrowym - komentuje Katarzyna Gurszyńska z firmy Randstad. – W moim odczuciu to chęć pokazania optymistycznego nastawienia – że szklanka jest do połowy pełna, a nie do połowy pusta.

Firmy chcą zatrudniać

Za poprawą sytuacji przemawiać może choćby fakt, że nad Wisłę coraz chętniej wracają zagraniczni inwestorzy. W pierwszej połowie 2010 roku inwestycje zagraniczne były o 75 procent większe niż w tym samym okresie 2009.

Optymistyczne, zapisane w projekcie budżetu założenia resortu pracy potwierdzać mogą też deklaracje polskich firm, badanych przez TNS OBOP i Instytut Badawczy Randstad. Co czwarta badana firma deklarowała, że w drugiej połowie roku będzie zatrudniać. To najlepszy wynik od października 2008 roku.

Instytut Badawczy Randstad i TNS OBOP
Instytut Badawczy Randstad i TNS OBOP

- Taki wynik może oznaczać, że idzie ku lepszemu. Z naszych badań wynika, że rośnie grupa firm, które twierdzą że kryzys jest już za nami, albo wręcz, że nigdy go nie było – mówi Katarzyna Gurszyńska. - Widać oddech i chęć powrotu do normalności.

Tymczasem Maria Drozdowicz z BIEC wskazuje jednak na ryzyko przełożenia się przyszłorocznej podwyżki VAT czy wzrostu akcyzy na wyższe koszty firm. Wzrost cen z kolei doprowadzić może do zahamowania popytu wewnętrznego, co odbije się na mniejszych przychodach przedsiębiorstw, które w tej sytuacji mogą zrewidować plany zatrudnienia. Na koniec przyszłego roku BIEC prognozuje więc bezrobocie nie jednocyfrowe, a na poziomie 11,8 procent. Czyli nieznacznie więcej niż wynosi w tej chwili.

Autor: Bartłomiej Dwornik

Źródło: