Jeszcze dwa lata temu pracy było więcej, niż chętnych na nią. Mówiono wtedy, że rynek pracy należy do pracownika. Dziś piłeczka ponownie jest po stronie pracodawców. To oni przebierają w ofertach kandydatów. Oferując enigmatycznie dobre warunki pracy i płacy oraz możliwość doskonalenia zawodowego.
Pracodawcy poszukują głównie osób z dużym doświadczeniem i sukcesami zawodowymi na koncie. W swoich ogłoszeniach posługują się szablonami. Najpierw czytamy kto i kogo poszukuje, potem opis stanowiska. Następnie pojawia się długa lista wyliczeń, czego pracodawca oczekuje od przyszłych pracowników, w końcu przychodzi czas na to, co może im zaoferować. Niestety często zdarza się, że ta ostatnia część (z punktu widzenia kandydata najważniejsza) zawiera się w jednym lakonicznym zdaniu mówiącym o dobrych warunkach pracy i płacy oraz możliwościach doskonalenia zawodowego.
- Obie strony mogłyby zaoszczędzić sobie czasu, gdyby ogłoszenia były bardziej precyzyjne. Kandydatom łatwiej jest wtedy dotrzeć do ofert, które naprawdę są dla nich atrakcyjne, a pracodawcy nie są zasypywani setkami nieodpowiednich aplikacji. Przyszli pracownicy unikną również rozczarowania, dowiadując się dopiero na rozmowie kwalifikacyjnej co tak naprawdę pracodawca miał na myśli pisząc, że oferuje nowoczesne warunki zatrudnienia, atrakcyjne wynagrodzenie i stabilną pracę w przyjaznym środowisku. – mówi Marta Krauze z serwisu ogłoszeniowego otoPraca.pl. Trzeba przyznać, że wszystkie te hasła bardzo dobrze brzmią. Jest dynamika, rozwój, nowoczesność i są oczywiście atrakcyjne pieniądze. Brakuje tylko najważniejszego, czyli konkretów.
W masie identycznych ogłoszeń wybijają się jednak te z ofertami pracy dla inżynierów, informatyków, elektroników i budowlańców. – Tak wykwalifikowanych pracowników na rynku pracy jest mało, a zapotrzebowanie na nich ciągle rośnie. – twierdzi Marta Krauze z serwisu otoPraca.pl. Dlatego firmy, które poszukują specjalistów nie owijają w bawełnę. Ogłoszenia w ich przypadku są bardziej konkretne. Kandydat widzi czarno na białym jakich zarobków może się spodziewać, jakie są pozapłacowe elementy wynagrodzenia (czy dostanie służbowy samochód, laptopa albo pakiet darmowej opieki medycznej dla rodziny) oraz jaką umowę zaproponuje mu pracodawca.
Nikt nie kupuje kota w worku, a pracodawcy nie zatrudniają pracowników jedynie na podstawie CV z pominięciem etapu rozmowy kwalifikacyjnej. Czy nie byłoby w takim razie sprawiedliwie, gdyby także wszyscy kandydaci mieli jasne informacje na temat pracodawców i znali konkrety dotyczące oferowanych przez nich stanowisk pracy? Może warto pomyśleć o stworzeniu „listy zwrotów zakazanych” w ogłoszeniach z ofertami pracy, ze względu na ich wieloznaczność i nieprecyzyjność?
Źródło: www.bankier.pl
Najnowsze komentarze