Wesołych Świąt od iBroker.pl
|
P.S.Czy wiesz, że praca czeka na Ciebie? a) dołącz do nas na facebook i znajdź pracę dla siebie i Twoich przyjaciół >> Polub nas |
|
P.S.Czy wiesz, że praca czeka na Ciebie? a) dołącz do nas na facebook i znajdź pracę dla siebie i Twoich przyjaciół >> Polub nas |
Co roku w listopadzie pojawia się fala nowych osób bez pracy. Tym razem może być rekordowa – rząd chce obciąć wsparcie dla bezrobotnych o ponad połowę. Na program stażowy i pomoc dla zakładających firmy będzie o ponad dwa miliardy złotych mniej, niż w tym roku.
Według najnowszych szacunków Ministerstwa Pracy, na koniec listopada pracy nie miało 1,86 miliona Polaków. Stopa bezrobocia sięgnęła więc 11,8 procent i jest najwyższa od maja. Jesteśmy na początku corocznej fali wzrostowej, jeśli chodzi o bezrobocie. Na przykładzie dwóch poprzednich lat widać, że liczba petentów urzędów pracy przestaje rosnąć dopiero wiosną.

źródło: Główny Urząd Statystyczny, Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej listopad 2010 - projekcja MPiPS
Tym razem jednak bardzo prawdopodobne jest, że liczba osób bez pracy skokowo wzrośnie, a zimowa górka utrzyma się dłużej. Wszystko za sprawą radykalnych oszczędności, jakie w przyszłorocznych planach wydatków na aktywizację osób bezrobotnych poczyniło Ministerstwo Pracy.
Zgodnie z zapisanymi w projekcie przyszłorocznego budżetu planu finansowego Funduszu Pracy, z którego pochodzą pieniądze na wsparcie dla poszukujących pracy, pieniędzy będzie od stycznia dwuipółkrotnie mniej niż w tym roku.
Mniej pieniędzy dla przedsiębiorczych i na staże
Na aktywne formy przeciwdziałania bezrobociu resort pracy będzie miał 3,2 miliarda złotych. W tym roku było to ponad 7 miliardów złotych. Nominalnie największe cięcia dotyczą programów stażowych i wsparcia dla tych osób, które chcą założyć własne firmy. W każdym z tych przypadków cięcia przekraczają miliard złotych.

źródło: projekt ustawy budżetowej na 2011 rok
- Doraźne interesy budżetowe sprawiają, że nie patrzy się na problemy rynku pracy w perspektywie długookresowej. Nikt nie zastanawia się, jakie straty przyniosą takie krótkotrwałe oszczędności - przestrzega Magdalena Janczewska z za zrzeszającej pracodawców organizacji Pracodawcy RP.
- Przecież praca każdej osoby to są również oszczędności dla budżetu, który nie jest obciążony wypłatą zasiłków albo zapomóg z pomocy społecznej. Co więcej, każda pracująca osoba płaci podatki i ma odprowadzane składki zdrowotne, które za bezrobotnych płaci państwo – podkreśla Janczewska.
Tylko w ciągu dziesięciu miesięcy tego roku – jak wynika z danych publikowanych przez Publiczne Służby Zatrudnienia – z różnych form aktywizacji i wsparcia skorzystało przeszło 850 tysięcy Polaków. Dla porównania, przez cały ubiegły rok w rejestrach urzędów pracy w całej Polsce zostało zapisanych ponad 3 miliony osób.
Największą grupę – przeszło jedną trzecią wszystkich zainteresowanych – stanowili stażyści, którym urzędy pracy finansują wynagrodzenia w firmach, w których zdobywają niezbędną na rynku pracy praktykę. A to właśnie ich najbardziej dotkną oszczędności. W przyszłym roku na program stażowy resort pracy na niewiele ponad 15 procent tego, czym dysponował w roku 2010.
| Osoby korzystające z form aktywizacji bezrobotnych w 2010 roku | |
| prace interwencyjne |
38 796 |
| roboty publiczne |
69 749 |
| podjęcie działalności gospodarczej |
59 171 |
| praca w ramach refundacji kosztów zatrudnienia bezrobotnego |
42 628 |
| szkolenia |
157 627 |
| staże |
278 130 |
źródło: Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, dane do końca października
- Obcięcie pieniędzy na aktywizację zawodową bezrobotnych najbardziej może uderzyć w młodych ludzi, którzy dopiero zaczynają pracę. Jeśli do tej pory firmy przyjmowały na staże młode osoby z niewielkim, albo zupełnie bez doświadczenia zawodowego, to bez refundacji z urzędów pracy zrezygnują z takich pracowników - przewiduje Jakub Szczepankowski, ekspert portalu rekrutacyjnego iBroker.pl. – Skoro będą potrzebowały rąk do pracy, możliwe, że zainwestują w tworzenie etatów, które dadzą bardziej doświadczonym osobom – przewiduje.
Czarny scenariusz dla rynku pracy
Bardzo negatywnie politykę dotycząca Funduszu Pracy i cięć ocenia Wiesława Taranowska, wiceprzewodnicząca OPZZ: - To karygodne, że rząd sięga po solidarnościową składkę pracodawców, po to żeby robić z niej doraźnie rezerwy. Przecież w okresie jesienno-zimowym zazwyczaj bezrobocie wzrasta – przypomina. – Jeśli fundusze dla firm, zatrudniających osoby bez pracy będą ograniczane, to liczba bezrobotnych będzie jeszcze większa – podkreśla.
Jeśli sprawdzi się czarny scenariusz, w przyszłym roku polski rynek pracy może wrócić do punktu, w jakim znalazł się w latach 2006-2007, a jednocyfrowy wskaźnik bezrobocia, jaki pamiętamy jeszcze sprzed dwóch lat, a który rząd zakładał w założeniach budżetowych na przyszły rok, pozostanie papierowym zapisem.

źródło: Główny Urząd Statystyczny, Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej 2010 - listopadowa projekcja MPiPS
- Nawet jeśli wykorzystanie pieniędzy na szkolenia nie jest obecnie zbyt efektywne, bo urzędy pracy przysłowiowo szkolą stoczniowców na psich fryzjerów, to sposobem na rozwiązanie tego problemu nie jest zabieranie pieniędzy - podkreśla Magdalena Janczewska.
Jej zdaniem trzeba lepiej zorganizować i zaprogramować działania urzędów pracy: - Niestety na razie obserwowaniem regionalnych rynków pracy zajmujemy się my, a państwo nie próbuje prognozować, jakie zawody będą potrzebne na danym lokalnym rynku pracy za kilka lat.
Co ósma firma zapowiada zwolnienia. Ale jest nadzieja
Obawy związkowców i organizacji zrzeszających przedsiębiorców tonują nieco najnowsze badania firmy rekrutacyjnej Manpower.
Wynika z nich co prawda, że w pierwszym kwartale przyszłego roku redukcje etatów planuje co ósma spośród 750 badanych firm, ale nadzieją napawa fakt, że 17 procent deklaruje zwiększenie całkowitego zatrudnienia. Według Manpower najwięcej etatów tworzonych będzie w instytucjach sektora publicznego.
Na więcej pracy liczyć będą mogli – jeśli wierzyć deklaracjom – mieszkańcy Łódzkiego i Mazowsza. Nieco mniej firm chętnych do powiększenia kadr jest w Wielkopolsce, Zachodniopomorskiem i Lubuskiem. Nieznaczny optymizm panuje też wśród firm w Małopolsce i na Śląsku. Dla północy Polski perspektywy są jednak ponure. Firmy z województw kujawsko-pomorskiego, pomorskiego i warmińsko-mazurskiego – deklarują, że tutaj dominować będą zwolnienia.
Autor: Bartosz Wawryszuk, Bartłomiej Dwornik ![]()
Cztery na pięć polskich firm o podwyżkach płac nie chce słyszeć. Przynajmniej do końca roku. A to właśnie lepsze warunki finansowe skłaniają do zmiany miejsca pracy co trzeciego, decydującego się na taki krok Polaka. W przyszłym roku – zgodnie z założeniami rządu – bezrobocie ma szybko spadać i o lepszą pracę powinno być łatwiej. Analitycy ostrzegają jednak: resort pracy może się mocno przeliczyć.
Zaledwie co szósta firma, badana przez TNS OBOP i Instytut Badawczy Randstad zadeklarowała, że w drugiej połowie 2010 roku jej pracownicy mogą liczyć na lepsze płace. Spadkowy trend utrzymuje się od jesieni ubiegłego roku. Z kolei odsetek przedsiębiorstw, które stanowczo o płaceniu więcej słyszeć nie chcą, jest najwyższy w dwuletniej historii badań planów pracodawców. 

Warto wspomnieć, że od września 2009 roku, kiedy aż 23 procent badanych firm zakładało możliwość podniesienia płac, odsetek systematycznie spada. Dla osób, liczących na lepsze płace prognozy korzystne więc nie są. Można zatem spodziewać się, że jeśli pojawi się lepsza finansowo oferta od konkurencji, pracownik z niej skorzysta.
Potwierdzają to wyniki badań, przeprowadzonych przez firmę Advisory Group TEST Human Resources, która opublikowała właśnie dane na temat przepływu pracowników między firmami w ubiegłym roku. To właśnie niesatysfakcjonujące wynagrodzenie wskazywała co trzecia osoba zmieniająca miejsce pracy.

Wśród pracowników szeregowych odsetek jest jeszcze wyższy i przekracza 40 procent. Za to – przynajmniej w sferze deklaracji – pieniądze nie są aż tak ważne dla kadry kierowniczej. Co szósty menadżer i co ósmy dyrektor zmieniający pracę przyznaje się, że chodzi przede wszystkim o pieniądze. Równie często wskazują za to na brak satysfakcji z pracy i na brak możliwości rozwoju zawodowego.

- Dobre wynagrodzenie motywuje nas wciąż najbardziej. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że mogło być i tak, że pracownicy nie chcąc wprost przyznać się do złych relacji z bezpośrednim przełożonym podali inny powód swojego odejścia. Wszak nie od dziś mówi się, że przychodzi się do firmy, a odchodzi się od szefa – tłumaczy Adrian Makuc, konsultant Advisory Group TEST Human Resources.
Dla młodych pieniądze najważniejsze
Zdecydowanie łatwiej przez pryzmat kieszeni i portfela trafić do osób młodych. Prawie połowa osób będących na początku kariery zawodowej, zdecydowała się na odejście do firmy, która zaoferowała im lepsze pieniądze.
Wraz z wiekiem pracownika znaczenie tego argumentu jednak spada. Choć zapewne nie jest to tylko efekt sentymentu do miejsca pracy czy zmiany priorytetów. Równie istotne zapewne jest i to, że wraz z wiekiem trudniej o konkurencyjną ofertę pracy.

Oczywiście to, że najczęstszą przyczyną zmiany pracy jest otrzymanie lepszej finansowo oferty, nie oznacza że takich propozycji jest wiele. Katarzyna Gurszyńska z firmy Randstad przestrzega jednak przed generalizowaniem:
- Nie każdy może liczyć na lepszą ofertę pracy z konkurencyjnej firmy. Wszystko zależy od sytuacji na rynku i umiejętności pracownika. Najwięcej argumentów i atutów w ręku mają specjaliści, którzy poszukiwani są na każdym rynku, niezależnie od sytuacji - podkreśla.
Pracy będzie więcej? Rząd może się przeliczyć
W przyjętym w ubiegłym tygodniu projekcie budżetu na rok 2011 rząd założył, że w przyszłym roku bezrobocie spadnie do poziomu 9,9 procent, najniższego od czerwca 2008 roku. Analitycy rynku pracy podchodzą jednak to tego założenia bardzo ostrożnie. Dziś stopa bezrobocia sięga bowiem 11,4 procent.
- Niektóre firmy odmrażają rekrutacje planowane jeszcze przed kryzysem, inne po prostu poszerzają szeregi pracowników na skutek planowanych nowych działań i inwestycji – przyznaje Adrian Makuc. O realności rządowych prognoz nie chce jednak spekulować. - Sytuacja na rynku pracy już nie raz nas zaskoczyła tak pozytywnie, jak i negatywnie - podkreśla.

- Założenia jest realne, ale bardzo optymistyczne - komentuje dla Money.pl Maria Drozdowicz z Biura Inwestycji i Cykli Ekonomicznych BIEC, opracowującego Wskaźnik Rynku Pracy, informujący z wyprzedzeniem o zmianach w wielkości bezrobocia. - O tym, czy uda się osiągnąć założony poziom zdecyduje przede wszystkim to, czy ożywienie w Unii Europejskiej będzie równie widoczne, jak dotąd.
Zdaniem ekspertki BIEC, przyszłoroczny budżet może okazać się budżetem wysokiego ryzyka. – Została złamana zasada konserwatyzmu. Poprzednie ustawy budżetowe zakładały wskaźniki, nie tylko bezrobocia, z dużą rezerwą. Tym razem tak nie jest – tłumaczy Drozdowicz.
- Myślę, że tę prognozę powinniśmy traktować raczej symboliczne. 9,9 procent to prawie 10, które już jednak nie wygląda tak dobrze, bo nie jest wynikiem jednocyfrowym - komentuje Katarzyna Gurszyńska z firmy Randstad. – W moim odczuciu to chęć pokazania optymistycznego nastawienia – że szklanka jest do połowy pełna, a nie do połowy pusta.
Firmy chcą zatrudniać
Za poprawą sytuacji przemawiać może choćby fakt, że nad Wisłę coraz chętniej wracają zagraniczni inwestorzy. W pierwszej połowie 2010 roku inwestycje zagraniczne były o 75 procent większe niż w tym samym okresie 2009.
Optymistyczne, zapisane w projekcie budżetu założenia resortu pracy potwierdzać mogą też deklaracje polskich firm, badanych przez TNS OBOP i Instytut Badawczy Randstad. Co czwarta badana firma deklarowała, że w drugiej połowie roku będzie zatrudniać. To najlepszy wynik od października 2008 roku.

- Taki wynik może oznaczać, że idzie ku lepszemu. Z naszych badań wynika, że rośnie grupa firm, które twierdzą że kryzys jest już za nami, albo wręcz, że nigdy go nie było – mówi Katarzyna Gurszyńska. - Widać oddech i chęć powrotu do normalności.
Tymczasem Maria Drozdowicz z BIEC wskazuje jednak na ryzyko przełożenia się przyszłorocznej podwyżki VAT czy wzrostu akcyzy na wyższe koszty firm. Wzrost cen z kolei doprowadzić może do zahamowania popytu wewnętrznego, co odbije się na mniejszych przychodach przedsiębiorstw, które w tej sytuacji mogą zrewidować plany zatrudnienia. Na koniec przyszłego roku BIEC prognozuje więc bezrobocie nie jednocyfrowe, a na poziomie 11,8 procent. Czyli nieznacznie więcej niż wynosi w tej chwili.
Autor: Bartłomiej Dwornik ![]()
Miejsc pracy w Polsce będzie coraz więcej, a chętnych do niej osób w wieku produkcyjnym coraz mniej. Zatem etaty będą czekać na seniorów.
W najbliższej dekadzie w naszym kraju grupa osób w wieku produkcyjnym skurczy się o około 8 proc. Zatem będzie blisko 2 mln osób mniej. Zdaniem ekspertów od demografii taka tendencja spadkowa utrzyma się przynajmniej przez kolejnych dziesięć lat. Co ciekawe, w tym czasie, poza drobnymi wahnięciami, ofert na rynku pracy będzie przybywać. W związku z tym pracodawcy będą szukali pracowników wśród osób starszych, bo młodszych po prostu będzie za mało.
Niektórych ekspertów taka sytuacja niepokoi, ale nie brakuje też takich, którzy twierdzą, że sytuację powinna uratować jak najszybsza aktywacja osób po 45. urodzinach. W ten sposób uzupełniane byłyby niedobory w zasobach pracy. Zdaniem specjalistów to właśnie w tej grupie jest olbrzymi potencjał, który dotychczas nie był zauważany, bo najczęściej zupełnie niesłusznie osoby w tym wieku postrzega się jako coraz mniej efektywne. Jednak pracodawcy powinni dostrzec, że współczesny 50-latek różni się od 50-latka z poprzedniego pokolenia. Jest on sprawny fizycznie i intelektualnie, zdrowszy, zadbany i przede wszystkim aktywny zawodowo oraz otwarty na nowości.
Źródło: www.jobs.pl
Najnowsze komentarze